O mojej ukochanej maseczce nawilżającej wspominałam przy okazji kilku tagów. Lekka, niezapychająca, w wygodnym opakowaniu, o ślicznym zapachu i przede wszystkim świetnie działająca - to cechy maseczki idealnej, cechy które odnalazłam w zielonej L'biotice :)
Maseczkę kupiłam w aptece za
ok. 18 zł (wiem, że można kupić je taniej, nawet po 12 zł). Plastikowa butelka z pompką zawiera
50 ml produktu. Dozowanie jest higieniczne - bez babrania się w saszetkach (czego szczerze nienawidzę...). Jeśli jednak lubicie formę saszetkową albo chcecie wypróbować kosmetyk przed zakupem buteleczki to pocieszę Was - maseczkę możecie kupić i w takim opakowaniu.
10 ml kosztuje
ok. 4 zł (widziałam je także na doz.pl).
Ważne: pompka zamontowana w buteleczce jest wygodna do momentu, gdy produktu jest sporo, jednak pod koniec jestem zmuszona wykręcać ją, żeby wydobyć resztki. Nie wykluczam, że będę musiała rozciąć opakowanie
Skład: Aqua, Sodium Acrylate/ Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (and) Isononyl Isononaoate, Glycerin, Polydecene Cyclomethicone, Cetearyl Ethylhexanoate, Vitis vinifera, C12-15 Alkyl Benzoate, Propylene Glycol/Cucumis Sativus Extract, Propylene Glycol/ Vitis Vinifera Extract, Water / Xanthan Gum/ Caprylyl Glycol/pectin/hydrolysed Vegetable Protein/ Serine/ Arginine/ Proline/ Glucose Carrageenan (Chondrus Crispus) Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Phenyl Trimethicone, CI 42090, Parfum/ Fragrance, Limonene, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Eugenol, 2-Phenylethyl Alcohol.
Maseczka w szczególności zawiera:
2% Cucumis sativus - wyciąg z ogórka - działa odżywczo na spragnioną skórę, łagodzi podrażnienia i przywraca jej naturalną równowagę kwasową.
2% Vitis vinifera - wyciąg z winogron - stymuluje produkcję kolagenu, elastyny i kwasu hialuronowego. Zwiększa również właściwości obronne skóry i chroni ją przed wolnymi rodnikami.
Kosmetyk pozbawiony jest parabenów i SLS.
Konsystencja to lekki, aksamitny krem o delikatnym, nieco świeżym zapachu i jasnym, lekko miętowym kolorze. Porównywałam tą maseczkę z inną, pewnie Wam doskonale znaną maską od Daxa (słodkie migdały), jednak pod względem konsystencji pasuje mi o wiele bardziej L'biotica. Dax jest gęsty jak budyń (i tak też pachnie ;)), L'biotica jest leciutka, w związku z czym nie czuję nieprzyjemnego obciążenia i oklejenia skóry treściwą mazią.
Maseczkę nakładam cienką warstwą na speelingowaną skórę i zostawiam aż do wchłonięcia się, zazwyczaj na noc (oczywiście można ją też tradycyjnie zmyć po 15 min.). To jedyna maska nawilżająca, którą stosuję w ten sposób (inne niestety mnie zapychały). Tuż po nałożeniu od razu odczuwam ukojenie i jakby
lekkie chłodzenie, lecz nie jest to nieprzyjemny efekt kostki lodu tylko delikatnego, chłodniejszego powiewu.
Działanie maseczki jest rewelacyjne. Przede wszystkim
doskonale, trwale nawilża - uratowała mnie po przesuszu spowodowanym kwasami i skutków obecnych mrozów. Prócz tego
napina skórę, wygładza ją. Rano cera jest widocznie
wypoczęta, jaśniejsza, przebarwienia są mniej widoczne (to pewnie zasługa wyciągu z ogórka). Zdecydowanie
polecam ją osobom, które borykają się z szarą, zmęczoną i suchą skórą, a nawet osobom z cerą przetłuszczającą się. Przy mojej mieszanej nie spowodowała dodatkowego świecenia się w strefie T (vide: Dax), wręcz przeciwnie - mam wrażenie, że znormalizowała nieco wydzielanie sebum.
Wydajność kosmetyku jest bardzo przyzwoita. Używałam go dwa razy w tygodniu (na twarz, szyję oraz dekolt) i starczył mi na
ponad 2 miesiące. Moja buteleczka powoli się kończy, więc lada dzień kupię następną :)
Podsumowując: to najlepsza maseczka nawilżająca, jaką miałam okazję używać. Namierzyłam ją głównie za sprawą świetnych opinii na
KWC i się nie zawiodłam. Cenię w niej lekkość i jednocześnie bardzo dobre działanie. Po udanej, zielonej, mam chrapkę na kolejne: maski anti-aging, regeneracyjną, algi oceaniczne i maskę z owoców granatu. Jest w czym wybierać :)
Znacie maski L'biotici? Macie swoje ulubione? Podzielcie się :)
Idalia
Brzmi zachęcająco ;) Maseczka idealna na 'pomrozowe' przesuszenia więc muszę rozejrzeć się w okolicy za nią ;)
OdpowiedzUsuńojej ciekawa sprawa, ale mi by się przydała jakaś inna wersja, popytam w aptece:)
OdpowiedzUsuńSkoro nie zapycha to będę musiała się zan ią rozglądnąć, jeszcze o niej nie słyszałam. Ostatnio pokusiłam się o spirulinę, czyli zachwalane algi morskie ze zróbosobiekrem, ale po 5 minutach aaczeła piec mnie twarz i zostałam poparzona. A przy tym śmierdzi niesamowicie. Nie dla wrażliwej cery.
OdpowiedzUsuńAktualnaa, masz chyba bardzo wrażliwą cerę, bo pamiętam, ze maseczka z Rossmanna (aloesowa) też Cię poparzyła. Innym sposobem na spirulinę jest nakładanie jej na skórę, wmasowywanie i natychmiastowe spłukiwanie. Wtedy na pewno Ci skóry nie podrażni (za krótki kontakt) a z pewnością oczyści.
UsuńA z czym ją mieszałaś?
znam ta maske, uzywalam w saszetkach i bardzo lubilam- na jakis czas o nich zapomnialam-ale mi przypomnialas o ich istnieniu:)
OdpowiedzUsuńNigdy nie używałam, ale spróbuję na pewno! :) Dzięki!
OdpowiedzUsuńmuszę się za nią rozejrzeć :)
OdpowiedzUsuńHmm, nie wiedziałam, że L'biotika ma maseczki! Na dodatek takie dobre :) Migdałowego Daxa uwielbiam, ale może i na tę się skuszę? Będzie miłą odmianą :)
OdpowiedzUsuńVioll, też długo nie byłam świadoma, że mają prócz produktów do rzęs, paznokci i włosów maseczki do twarzy (i to jaki wybór ;)). Daxa średnio polubiłam: wkurza mnie forma saszetki, jej tępa, gęsta konsystencja (to uczucie oklejonej buzi bardzo mnie zniechęca), no i zapach, mimo że ładny to tak intensywny...
Usuńpiąteczka, ja też ją uwielbiam :-) choć dotychczas tylko saszetki kupowałam :)
OdpowiedzUsuńPrzyznam się bez bicia, że nie miałam nigdy do czynienia z tą firmą, ba, nawet ją nie znałam :(
OdpowiedzUsuńbardzo mnie zaciekawilas ;) chyba sie skusze ;)
OdpowiedzUsuńJa je pierwszy raz widzę :) mimo że mam cerę tłustą to często jest przesuszona więc może się za nią porozglądam :)
OdpowiedzUsuńoooo... tego własnie potrzebuje... kurcze, musze nawilżyc buzie, bo zwariuje, mam juz dosyc suchych skórej i policzków...
OdpowiedzUsuńPierwszy raz ją widzę, ale już jestem zachęcona do jej zakupu :)
OdpowiedzUsuńKUSICIELKO!!! :P
OdpowiedzUsuńZaciekawił mnie tylko boję się czy mnie nie zapcha.
One_LoVe, sasasa :D
UsuńSpróbuj z saszetką :)) Mnie nie zapchała, a cerę mam dość podatną.
Idalia, przychodzę Cię ostrzec! Nie używaj tej szczotki z Donegala przy suszeniu włosów suszarką. Moja szczotka została dzisiaj kupiona, i dzisiaj prawdopodobnie zostanie wyrzucona. :-(
UsuńBardzo dawno o niej pisałam, wtedy nikt o niej nie słyszał. W pełni się zgadzam z Twoją opinią :)
OdpowiedzUsuńPierwszy raz widzę... wydaje się ciekawa :)
OdpowiedzUsuńPierwsze słyszę ;) Ale Twoja recenzja mnie zachęciła, kupię w saszetce na wypróbowanie :)
OdpowiedzUsuńMuszę kupić, bo to kolejna pozytywna opinia jaką czytam :)
OdpowiedzUsuńFajnei sie prezentuje ale dla mojej skóry to zły typ maseczki ;)
OdpowiedzUsuńKaja, dlaczego zły?
UsuńZostałaś otagowana:
OdpowiedzUsuńhttp://kosodrzewina.blogspot.com/2012/02/tag-5-kosmetycznych-rzeczy-ktorych.html
:)
Dziękuję :*
UsuńCiakawa masecka. Jeszcze nigdzie jej nie widzałam. Recenzja brzmi kusząco :))
OdpowiedzUsuńooo nie znam, a maja moze tez serum?
OdpowiedzUsuńEve, zajrzałam na ich stronę i tak, mają: http://www.lbiotica.pl/strona,produkty/kategoria,6,pielegnacja_twarzy. Na twarz i pod oczy, ale z innej linii.
UsuńNie znam tej firmy, ale maseczka wygląda ciekawie. Zastanawia mnie tylko napis, że jest bez parabenów i SLS-ów :) parabeny rozumiem, ale SLS-y w maseczce? Po co miałyby być? :)
OdpowiedzUsuńWiesz co, sama nie wiem, może jeśli to zaznaczyli to producenci dodają? Ciężko mi to sprawdzić.
Usuńno z tymi SLS-ami to chyba tylko chwyt marketingowy, żeby wpisać się w modowy eko-trend ;) ciekawi mnie ta maseczka, no i opakowanie z pompką to coś dla mnie, nienawidzę saszetek, dlatego chyba praktycznie nie używam maseczek...
UsuńMaseczkę (algi morskie) mieszałam z wodą niegazowana- tak zaleca producent. A jako produkt oczyszczający już jej nie użyję, mam uraz. A przy tym ten smród mnie odpycha- po aplikacji aż mnie otrzepywało ;D
OdpowiedzUsuńoooo, czuję się zainteresowana :)
OdpowiedzUsuńNie słyszalam wcześniej o tej maseczce, nie miałam pojęcia o jej istnieniu :) Twój wpis zachęcił mnie na tyle, że na pewno się za nią rozejrzę, może uda mi się dorwać saszetkę, żeby wypróbować. :) Dax mi jakoś nie podpasował, raz było ok, a drugi raz dostałam jakiegoś uczulenia dlatego się z nią pożegnałam na dobre:)
OdpowiedzUsuńnawet nie wiedziała, że L'biotica ma maseczki! super, napewno kupię :)
OdpowiedzUsuńHmm maseczka wygląda interesująco, a teraz po Twojej recenzji zastanawiam się nad kupnem, bo właśnie szukam czegoś co nie zapcha mojej skóry i dobrze ją nawilży ;) Chyba się za nią rozejrzę :D
OdpowiedzUsuńWygląda ciekawie. Nigdzie jej nie widziałam. Ja wolę maseczki w większych opakowaniach, niestety teraz większość to tzw. próbki...
OdpowiedzUsuńIdalio, bardzo mnie zachęciłaś tą recenzją. Nigdzie ich nie widziałam, niestety ale będę polować :) Czy one są dostępne w sieciowych aptekach jak SuperPharm? Gdzie kupiłaś swoja?
OdpowiedzUsuńAla, kupiłam ją w zwykłej aptece :) Możesz ją też dostać na doz.pl :)
UsuńDzięki. Jest niedostępna na tej stronie, rozejrzę się w aptekach :)
UsuńNie wiedziałam, że specjalizują się też w produktach do twarzy:) Jeżeli na nią trafię, pewnie spróbuję - skutecznie mnie zachęciłaś.
OdpowiedzUsuńmuszę jej poszukać
OdpowiedzUsuńCoz za wspanialy blog !!!! ;-) OBSERWUJE i zapraszam do obserwowania mojego ;-)
OdpowiedzUsuńNie wiem po co SLS miałyby być XD
OdpowiedzUsuńAle brzmi ciekawie ;)
a ja myślałam, że mają tylko kosmetyki włosowe :O
OdpowiedzUsuńL'Biotica ma sporo tych maseczek. Ja najbardziej cenię tę co Ty i do cery naczykowej.
OdpowiedzUsuń