It's my way, or the highway... Paletka do makijażu California Autobalm, the Balm

Lubię gadżety wielofunkcyjne. Takie, które pozwalają za sprawą niewielkich rozmiarów odciążyć torebkę czy poluzować miejsce w toaletce. Gdy do tego prezentują bardzo dobrą jakość, potrafią na stałe zagościć w mojej codzienności. 


Przykładem przedmiotu, tym razem z kategorii makijażu, który jest wielozadaniowy, bo łączy w sobie róż, rozświetlacz oraz dwa cienie jest paletka California Autobalm marki the Balm

FACEBOOKINSTAGRAMBLOGLOVIN'

Shalimar Parfum Initial L’eau Guerlain

...czyli zapach, który jako jedyny, wywołuje na mojej na skórze ciarki, hipnotyzuje, uzależnia. I gdybym miała powiedzieć, jak pachnie luksus i jednocześnie kobiecość to wskazałabym bez wahania właśnie tę wodę toaletową.


Wielka miłość zaczęła się dość standardowo, bo od otrzymanej podczas zakupów malutkiej próbki. Jedno psiknięcie wystarczyło, żebym przykleiła nos do nadgarstka na kolejne godziny, a potem dni. Nigdy wcześniej żadne perfumy nie wywarły na mnie takiego wrażenia. Wrażenia, które trwa już dobre dwa lata, czyli od momentu pojawienia się tej wody na rynku.

FACEBOOKINSTAGRAMBLOGLOVIN'

Wonder Lash i Supreme Length – maskary Oriflame pod lupą

Jakiś czas temu miałam okazję wypróbować dwa tusze Oriflame. Ponieważ w moje ręce rzadko trafiały katalogi rzeczonej marki, maskary były jednocześnie pierwszymi i jedynymi testowanymi dotąd oriflamowymi kosmetykami. Na dodatek obie to, z tego co zdążyłam zauważyć po opiniach w internecie, flagowe propozycje tej firmy. 


Spora liczba pozytywnych recenzji na ich temat zachęciła mnie do tego, by dać im szansę. A nuż odkryję kolejny hit na miarę Volume Million Lashes So Couture? 

FACEBOOKINSTAGRAMBLOGLOVIN'

Proste czy kręcone? BaByliss PRO Nano Titanium Ultra Curl

Przez długi czas niespecjalnie przepadałam za swoimi prostymi włosami. Wydały mi się bardziej kłopotliwe w codziennej obsłudze niż, na przykład, włosy falowane, bo ich nie potrafiłam ich stylizować, a co za tym idzie - wciąż brakowało im objętości. Po cichu zazdrościłam kręconowłosym i jednocześnie katowałam swoją gładką fryzurę najróżniejszymi, najczęściej nieskutecznymi, bo nietrwałymi metodami kręcenia. Wprawdzie z czasem polubiłam naturalną prostotę uczesania, ale niemały sentyment do loków i tak pozostał.


Pragnienie fal próbowałam zrezalizować za pomocą klasycznej lokówki (loki prostowały się po pół godziny), papilotów (efekt? barani puch) oraz wałków (spanie w nich to koszmar!). Dopiero, paradoksalnie, prostownica dała mi to, czego oczekiwałam – trwałe, naturalne skręty.

FACEBOOKINSTAGRAMBLOGLOVIN'

Wróć do góry strony